Choroba morska jest odmianą choroby lokomocyjnej. Nie świadczy o słabości, braku odporności psychicznej ani o tym, że ktoś „nie nadaje się” do żeglowania. Jest naturalną reakcją układu nerwowego na ruch, do którego mózg nie jest przyzwyczajony. U jednych nie pojawia się niemal nigdy, u innych występuje nawet przy niewielkim kołysaniu, a większość osób reaguje różnie w zależności od warunków i kondycji organizmu.

Skąd bierze się choroba morska?

Najlepiej potwierdzonym wyjaśnieniem jest tak zwany konflikt sensoryczny. Mózg otrzymuje informacje ze wzroku, błędnika i receptorów czucia głębokiego, a następnie porównuje je z ruchem, którego się spodziewa.

Pod pokładem oczy widzą względnie nieruchome ściany, meble i wyposażenie, podczas gdy błędnik rejestruje przechyły, przyspieszenia i kołysanie jachtu. Te informacje nie są ze sobą zgodne, co może wywołać nudności i inne objawy. Dlatego czytanie, patrzenie w telefon lub dłuższe przebywanie w kabinie bez widoku na zewnątrz często pogarsza samopoczucie.

Istnieje również popularna hipoteza ewolucyjna, według której mózg może interpretować taki konflikt podobnie jak działanie toksyny i uruchamiać wymioty jako reakcję obronną. Jest to jednak interesująca hipoteza, a nie ostatecznie udowodniony mechanizm. Obecnie nauka najlepiej potwierdza teorię konfliktu sensorycznego.

Czy choroba morska dotyczy każdego?

Nie każdy zachoruje podczas zwykłego rejsu. Są osoby, które bardzo dobrze znoszą niemal każde kołysanie, oraz takie, które źle reagują już na niewielką falę. Większość znajduje się pomiędzy tymi skrajnościami.

Przy dostatecznie silnym i długotrwałym bodźcu choroba lokomocyjna może jednak wystąpić u prawie każdej osoby z prawidłowo działającym błędnikiem. W praktyce reakcja zależy między innymi od rodzaju i kierunku fali, kursu jachtu, miejsca przebywania na pokładzie, zmęczenia, wcześniejszego przyzwyczajenia do ruchu oraz indywidualnej podatności. Większą skłonność mogą mieć między innymi osoby cierpiące na migrenę, zawroty głowy lub zaburzenia układu przedsionkowego.

Dobre samopoczucie podczas jednego rejsu nie daje gwarancji, że każda kolejna podróż będzie równie łatwa. Z drugiej strony jednorazowa choroba morska w trudnych warunkach nie oznacza, że dana osoba zawsze będzie źle znosiła żeglugę.

Jak przebiega choroba morska?

Objawy zwykle narastają stopniowo. Na początku może pojawić się ziewanie, ospałość, brak apetytu, uczucie ciepła, bladość, zimny pot, ślinienie, zawroty głowy albo nieokreślony dyskomfort w żołądku. Następnie mogą wystąpić nudności, osłabienie, trudność z koncentracją, a czasem wymioty.

U wielu osób po kilku godzinach lub dniach następuje przyzwyczajenie organizmu do ruchu, czyli habituacja, potocznie nazywana „nabraniem nóg morskich”. Nie u każdego przebiega ona równie szybko i bywa zależna od konkretnego rodzaju ruchu. Ktoś może dobrze czuć się na długiej, łagodnej fali, a źle na krótkiej, stromej lub nieregularnym kołysaniu.

Jak przygotować się przed rejsem?

Najlepiej rozpocząć rejs wypoczętym. Niewyspanie zwiększa podatność na chorobę lokomocyjną. Warto unikać alkoholu, a szczególnie rozpoczynania żeglugi z kacem. Alkohol może również nasilać działanie leków stosowanych przeciwko chorobie lokomocyjnej. Według zaleceń CDC podatność może zwiększać także nikotyna.

Nie ma jednej naukowo potwierdzonej „diety przeciw chorobie morskiej”. W praktyce umiarkowane, lekkostrawne posiłki są zazwyczaj lepiej tolerowane niż przejedzenie i bardzo tłuste jedzenie. Nie warto też rozpoczynać rejsu odwodnionym. Należy normalnie uzupełniać płyny, szczególnie w upale i po wymiotach.

Osoba, która wcześniej źle znosiła podróże, powinna jeszcze przed rejsem porozmawiać z lekarzem lub farmaceutą o odpowiednim preparacie. Leki są zwykle skuteczniejsze przyjęte z odpowiednim wyprzedzeniem niż dopiero po rozwinięciu się silnych nudności.

Co robić, gdy pojawiają się pierwsze objawy?

Najczęściej pomaga:

  • wyjście na pokład i patrzenie na horyzont lub odległy, stabilny punkt;
  • przebywanie na świeżym powietrzu oraz unikanie gorących, dusznych pomieszczeń i intensywnych zapachów;
  • ograniczenie czytania, używania telefonu i wykonywania precyzyjnych czynności wzrokowych;
  • spokojne trzymanie głowy i unikanie niepotrzebnych, gwałtownych ruchów;
  • pozostawanie bliżej środkowej części jachtu, gdzie ruch jest zwykle mniejszy niż na dziobie;
  • spokojne, regularne oddychanie;
  • zajęcie się prostym zadaniem, na przykład obserwacją otoczenia lub — jeśli pozwalają na to samopoczucie i bezpieczeństwo — sterowaniem.

Sterowanie często przynosi ulgę, ponieważ człowiek widzi horyzont, obserwuje fale, zaczyna przewidywać ruch jachtu i ma poczucie kontroli nad sytuacją. Zajęcie odciąga też uwagę od ciągłego analizowania własnego samopoczucia.

Świeże powietrze poprawia komfort, ale choroba morska nie wynika ze zwykłego „niedotlenienia”. Najważniejsze jest ograniczenie konfliktu między wzrokiem a błędnikiem oraz unikanie zaduchu, gorąca i przykrych zapachów.

Czasami najlepszym rozwiązaniem jest odpoczynek. Położenie się z podpartą głową, zamknięcie oczu lub sen mogą ograniczyć liczbę sprzecznych bodźców i przynieść ulgę. Nie oznacza to, że podczas snu organizm zawsze całkowicie przestaje reagować na ruch. Najlepiej odpoczywać w bezpiecznym, dobrze wentylowanym miejscu, możliwie blisko środka jachtu.

Czy leki pomagają?

Do najczęściej stosowanych środków należy dimenhydrynat, obecny między innymi w Aviomarinie. W Hiszpanii dostępna jest również Biodramina Cafeína, zawierająca dimenhydrynat, kofeinę i witaminę B6. Kofeina ma ograniczać senność, ale nie daje pewności zachowania pełnej sprawności i może powodować między innymi pobudzenie, bezsenność lub kołatanie serca.

Dimenhydrynat może wywoływać senność, zawroty głowy i pogorszenie koncentracji. Ma również przeciwwskazania i może wchodzić w interakcje z innymi lekami. Nie wolno łączyć go z alkoholem. Na jachcie pogorszenie refleksu ma znaczenie dla bezpieczeństwa, dlatego o przyjęciu leku mogącego powodować senność należy poinformować skippera.

W niektórych krajach dostępne są również plastry stopniowo uwalniające skopolaminę. Mogą być skuteczne podczas dłuższej ekspozycji na kołysanie, ale wymagają zastosowania z wyprzedzeniem, mają działania niepożądane i nie są odpowiednie dla każdego. Szczególną ostrożność muszą zachować między innymi osoby z jaskrą lub problemami z oddawaniem moczu.

Niektórym osobom lekarz zaleca inne preparaty stosowane w chorobie lokomocyjnej lub zaburzeniach układu przedsionkowego. Liczy się substancja czynna i jej wskazania, a nie potoczna nazwa „leku na błędnik”. Nie należy przyjmować przypadkowego preparatu ani korzystać z recepty innej osoby.

Rozsądnie jest wypróbować zalecony środek jeszcze przed rejsem, w bezpiecznych warunkach, aby poznać reakcję organizmu. Zawsze trzeba stosować się do aktualnej ulotki oraz zaleceń lekarza lub farmaceuty.

Czy pomagają imbir i opaski na nadgarstek?

Imbir w postaci naparu, cukierka lub niewielkiego plasterka może u niektórych osób zmniejszać nudności. Wyniki badań nad jego skutecznością w chorobie lokomocyjnej są jednak niejednoznaczne, dlatego nie można traktować go jako pewnego środka zapobiegawczego.

Podobnie jest z opaskami uciskającymi punkt P6 na nadgarstku. W kontrolowanych badaniach dotyczących choroby lokomocyjnej przeciętnie nie wypadały lepiej niż placebo. Są jednak nieinwazyjne i jeśli ktoś odczuwa po nich ulgę, może korzystać z nich jako z metody uzupełniającej.

Czy efekt placebo może naprawdę pomóc?

Tak. Efekt placebo nie oznacza, że ktoś udaje objawy albo tylko wyobraża sobie poprawę. Pozytywne oczekiwanie, uspokojenie, poczucie bezpieczeństwa i przekonanie, że sytuacja jest pod kontrolą, mogą rzeczywiście zmniejszyć odczuwany dyskomfort. Znaczenie ma również odwrócenie uwagi od ciągłego obserwowania nudności. CDC zwraca uwagę, że choć opaski akupresurowe nie wykazały w badaniach przewagi nad placebo, sama odpowiedź placebo może być wyraźna.

Nie dowodzi to oczywiście, że kolorowy plaster leczy chorobę morską. Pokazuje natomiast, jak dużo może dać poczucie, że ktoś zauważył problem, zajął się nim i panuje nad sytuacją. Ciepłe słowa, spokój skippera, odrobina humoru i zapewnienie, że objawy są znane oraz zwykle przemijają, mogą być ważnym elementem pomocy.

Nie trzeba przy tym przedstawiać zwykłego przedmiotu jako prawdziwego leku. Podobny wspierający rytuał można stworzyć uczciwie: podać wodę, pomóc znaleźć dobre miejsce na pokładzie, zaproponować obserwację horyzontu, spokojne oddychanie albo proste zadanie i powiedzieć: „Jesteś pod opieką. Wiem, co możemy zrobić. Najczęściej po pewnym czasie jest lepiej”. Placebo, humor i wsparcie nie zastępują leków ani właściwej reakcji na odwodnienie, lecz mogą być wartościowym uzupełnieniem pomocy.

Czy przed rejsem można „wyćwiczyć” odporność na kołysanie?

Najskuteczniejszą niefarmakologiczną metodą jest stopniowa habituacja, czyli przyzwyczajanie układu nerwowego do danego rodzaju ruchu. Problem polega na tym, że przystosowanie bywa dość specyficzne — ćwiczenie jednego rodzaju ruchu nie zawsze chroni przed zupełnie innym rodzajem fali.

Istnieją programy treningu wzrokowo-przedsionkowego i ćwiczenia równowagi, które mogą pomagać osobom szczególnie podatnym. Dowody na skuteczność zwykłych, samodzielnie dobranych ćwiczeń są jednak znacznie słabsze niż dowody dotyczące samej habituacji. Osoba bardzo źle znosząca ruch może rozważyć konsultację z lekarzem lub fizjoterapeutą zajmującym się rehabilitacją układu przedsionkowego.

Jak skipper i załoga mogą pomóc?

Choroba morska nie jest prywatnym problemem ani powodem do wstydu. Na jachcie stanowimy jedną załogę i odpowiadamy nie tylko za własne zadania, lecz także za wzajemne wsparcie. Dlatego już na początku rejsu, szczególnie intensywnego rejsu stażowo-szkoleniowego, informuję uczestników, że o pogarszającym się samopoczuciu należy powiedzieć możliwie wcześnie.

Nie warto ukrywać objawów w obawie przed oceną albo przed obciążeniem innych osób. Człowiek bardzo osłabiony, niewyspany lub odwodniony może mieć problemy z koncentracją, poruszaniem się po pokładzie i bezpiecznym wykonywaniem obowiązków.

Podział wacht jest ważnym elementem organizacji rejsu, ale nie jest celem samym w sobie. Jeśli ktoś naprawdę źle się czuje i chwilowo nie może bezpiecznie funkcjonować, dopuszczam rotację w wachtach, skrócenie dyżuru lub tymczasową zmianę podziału zadań. Pozwala to dać tej osobie czas na sen i regenerację, a jednocześnie utrzymać bezpieczną żeglugę. Po poprawie samopoczucia uczestnik może stopniowo wrócić do swoich obowiązków.

Taka zmiana nie oznacza automatycznego zwolnienia z wachty przy każdym dyskomforcie. Decyzję podejmuje skipper, uwzględniając stan danej osoby, warunki pogodowe, liczebność i doświadczenie załogi oraz konieczność zapewnienia właściwej obsady steru i obserwacji. Jeżeli źle czuje się większa część załogi, może być potrzebna również zmiana sposobu prowadzenia jachtu, kursu, tempa rejsu albo całego planu żeglugi.

Pomoc bywa bardzo prozaiczna. Osoba, która dobrze czuje się tylko na pokładzie albo podczas odpoczynku w koi, może nie być w stanie długo przebywać w kambuzie i przygotowywać jedzenia. Zdarza mi się wtedy przejąć gotowanie, przygotować lekki posiłek, podać wodę, herbatę lub napój z elektrolitami. Podobne zadania mogą przejąć także inni członkowie załogi.

Nie jest to rozpieszczanie uczestnika, lecz rozsądne zapobieganie dalszemu osłabieniu i odwodnieniu. Zaopiekowanie się osobą cierpiącą na chorobę morską jest częścią dobrej praktyki skippera i dojrzałej współpracy w załodze. Bezpieczeństwo wynika nie tylko z właściwego prowadzenia jachtu, lecz także z obserwowania ludzi, wczesnego reagowania i dostosowywania organizacji rejsu do ich aktualnych możliwości.

Jaki pierwszy rejs wybrać?

Początkującym polecam krótki rejs w spokojnej pogodzie i na częściowo osłoniętych wodach, bez planowania ambitnej żeglugi w trudnych warunkach. Dobrym przykładem może być chorwackie wybrzeże z licznymi wyspami, choć również tam pogoda potrafi się szybko zmienić.

Pierwszy rejs warto potraktować jako przyjemne poznanie żeglarstwa i spokojny test własnego organizmu, a nie egzamin z odporności. Bardzo wiele osób na osłoniętych wodach i przy niewielkiej fali czuje się zupełnie dobrze.

Kiedy potrzebna jest pomoc medyczna?

O pogarszającym się samopoczuciu należy powiedzieć skipperowi możliwie wcześnie. Długotrwałe wymioty mogą prowadzić do odwodnienia i zaburzeń elektrolitowych. Konsultacji medycznej wymaga sytuacja, w której osoba nie jest w stanie przyjmować płynów, jest bardzo osłabiona albo objawy są nietypowe, wyjątkowo silne lub utrzymują się mimo zakończenia kołysania. Splątanie lub utrata przytomności wymagają pilnej pomocy medycznej.

Czy można wcześniej przewidzieć swoją reakcję?

Nie da się tego określić ze stuprocentową pewnością. Każdy poznaje własną reakcję dopiero podczas żeglugi. Nie oznacza to jednak, że początkujący powinien obawiać się rejsu. Choroba morska nie występuje u wszystkich, często ma łagodny przebieg, a wiele osób z czasem przyzwyczaja się do ruchu i znajduje własny skuteczny zestaw sposobów łagodzenia objawów.

A zielona trawa pod rozłożystym dębem? Zgodnie ze starym żeglarskim żartem jest najskuteczniejszym lekarstwem — głównie dlatego, że oznacza, iż człowiek znajduje się już na lądzie.

Źródła i dalsza lektura